Untitled, in a frame of 4 for Beckett, concert no.2

 

 

Interpretation, improvisation by Kwartludium (1) and Barbara Kinga Majewska
Dagna Sadkowska (violin), Michał Górczyński (clarinet), Paweł Nowicki (percussion instruments), Piotr Nowicki (piano)
Graphic scores by Monika Zawadzki
Curated by Paweł Krzaczkowski (2)
November 30, 2014
TR Warsaw
www.trwarszawa.pl

 

Courtesy of TR Warszawa

Szum biały. Opadający

 

Myśląc kilka lat temu o organizacji koncertu poświęconego Samuelowi Beckettowi (1), natkąłem się na nieznane mi wcześniej prace graficzne Moniki Zawadzki. Prawie zawsze czarno białe, wydawały się jakby skrojone do roli formy obocznej pisma nutowego. Zwyczajowo drukowanego czarnym atramentem na białym lub kremowym papierze.

 

Czytając pismo nutowe stykamy się z dwoma podstawowymi jakościami. Linią czasu i ilością zdarzeń naciągniętych na tą linię. W przypadku utworu Alphonsea Allais Marsz żałobny na okoliczność egzekwii głuchego człowieka liczba zdarzeń wynosi zero. Jest tylko czas, jako że wielki ból jest niemy. Faktura monofoniczna to następstwo samotnych zdarzeń. Pojedynczy dźwięk lub akord, który wybrzmiewa, to z kolei samotne trwanie pojedynczego zdarzenia. Za przykład mogłaby tu posłużyć elektroniczna kompozycja Tomasza Sikorskiego Samotność dźwięku. Polifoniczna faktura zakłada natomiast współobecność zdarzeń, przynajmniej dwóch samodzielnych głosów. Tak rozumianą logikę zdarzenia muzycznego można odnieść do niemal każdego niemuzycznego przedmiotu, w tym każdej formy graficznej. Rzeczy fizyczne mają bowiem określone jakości wertykalne (zdarzenie) i horyzontalne (czas). Sugerować też mogą określone energie (napięcie). W muzyce awangardowej stało się to już kilka dekad temu dość skuteczną strategią. Mam tu na myśli przede wszystkim partytury graficzne.

 

Przygotowując się do pierwszego koncertu z cyklu 4 for Beckett, nie byłem jednak zainteresowany wyłącznie strukturalną zbieżnością przedmiotu i pisma nutowego. Potrzebowałem czegoś, co  posiadałoby przekonujący dla mnie samego stopień identyfikacji z formą partyturową, a jednocześnie współgrało ze specyficznym pojęciem muzyki i specyficzną ontologią (językiem) Samuela Becketta. W pracach Moniki Zawadzki dostrzegłem właśnie jedno i drugie. Reżim partytury i równoległy Beckettowi tor spojrzenia. Myślę tu o ontologii negatywnej, gdzie obiekty funkcjonują jako swoje zaprzeczenia, jak cień człowieka zdmuchniętego przez bombę atomową. I tak oto podmiot staje się dopełnieniem, dopełnienie podmiotem, orzeczenie podmiotem, podmiot orzeczeniem. Nie można też nie wspomnieć o specyficznej grze wielokrotnych negacji, gdzie afirmatywne zostaje zaburzone, a podmiot zrównany z przedmiotem. Najważniejsza jest jednak kombinatoryka, która ujawnia się u niego m.in. w specyficznych formach litanijnych, gdzie wymienia się wszystkie warianty jakiejś absurdalnej potencjalności. Ot choćby wszystkie możliwe serie przekładania kamienia z kieszeni do kieszeni i do ust (Molloy), albo wszystkie możliwe sposoby rozmieszczenia kilku mebli w kątach pokoju (Watt). W ten sposób mowa, na zasadzie hiperinflacji, wypełnia czas pozorem następstwa. W istocie mamy jednak do czynienia z czasem statycznym, którego jedyną treścią jest odmienianie tego samego przez to samo.

 

Spójrzmy teraz na mural Moniki Zawadzki Prawa ludzi i zwierząt. Układ elementów jakby konstruktywistyczny. Kompozycyjny rygor, gdzie rozczłonkowany człowiek tworzy coś w rodzaju szwajcarskiego falluso-scyzoryka, być może brzytwy, która wchodzi w relację z niepełnym i odwróconym ciałem psa. Protest polega tu na tym, że ciału odbiera się jego całość i pokazuje jako  zfragmentaryzowany mechanizm, który tym lepiej pracuje w fabryce (samo)uprzedmiotowienia (Innego). Odmawia się też ciału ludzkiemu jego dominacyjnej wertykalności w randze symbolu poprzez jego destrukcję. Wektory określające dominacyjny stosunek do przestrzeni zostają w ten sposób przekierowane i zwrócone przeciw swojemu źródłu. Mamy tam również linie horyzontalne, które zgodnie z logiką (europejskiej) lektury pozwalają wzrokowi (ale też słuchowi) prześledzić coś w rodzaju następstwa współobecnych zdarzeń, gdzie odwrócony pies jest finałem. Jest to następstwo zasadniczo równoległe Beckettowskiemu, przekładaniu kamyków z kieszeni do kieszeni przez Molloya, gdzie opowiadanie historii jest najmocniejszą odmową opowiadania. W pracy Prawa ludzi i zwierząt przyjmuje ono formę polifonicznego trwania następstw w pustym i bezjakościowym czasie.

 

Myśląc w ten sposób o pracach Moniki Zawadzki, musiałem się jednocześnie zastanawiać  nad adekwatnością aparatu wykonawczego, którym dysponowałem w ramach 4 for Beckett (fortepian, altówka, klarnet, perkusja, głos), a w szczególności, jak zbudować most pomiędzy kompozycją dźwiękową i wizualną referencją poprzez określone instrumenty i z udziałem określonych muzyków. Strategia, którą przyjęliśmy wraz z muzykami w czasie prób wydaje mi się z perspektywy czasu niewłaściwa. Piszę więc raczej o niepowodzeniu. Podążaliśmy zbyt schematycznie, czepiając się figuratywnych elementów i ich następstw. Oparliśmy się przy tym na dość prostych skojarzeniach energetycznych i tendencjach rytmicznych, na tle których snuły się improwizowane partie muzyków oparte na figuratywnych skojarzeniach, w tym emocjach przez nie ewokowanych. Tymczasem zastosowanie bardziej restrykcyjnej techniki przekładu mogłoby przynieść znacznie ciekawsze rezultaty. Mam na myśli m.in. fakt, że niektóre prace Moniki mają w sobie coś z fugi, formy opartej na ścisłej polifonii i imitacji.

 

Spójrzmy choćby na pracę Schody, gdzie ludzkie ciało przemieszcza się po schodach ze stóp, jakby jego powielonych stóp idących w przeciwnym kierunku, niż ono samo, i pomyślmy o prostej formie fugi z rakowo odwróconym tematem. Kombinatoryka tematu, charakteryzująca formę fugi, podobnie jak jej swoiście mechaniczny ruch, wydaje się właściwą referencją muzyczną dla tej pracy. Ekwiwalentu muzycznego możnaby szukać także w określonych środkach elektronicznych, albowiem Schody to jakby sequencer melodyczny połączony z samplerem, gdzie ciało ludzkie możemy zdefiniować jako sampel (człowiek-sampel jako wartość rytmiczna), a stopę jako tego sampla ścięty ułamek ulokowany w sekwencji powtórzeń jako opadająca progresja.

 

Najciekawszym dla mnie (a zarazem najprostszym) przykładem takiej sekwencji muzycznej w sztuce Moniki jest praca Zielona wyspa, gdzie mamy czytelnie zarysowane relacje wertykalne i horyzontalne. Patrząc od lewej do prawej mamy tu najpierw ciało stojące, które idealnie odmierzają dwie horyzontalne linie następstwa, linie czasu. W kolejnych trzech stopniach sekwencji ciało zmienia swoją skale, tak aby zmieniona pozycja kontynuowała regułę styku najwyższego i najniższego punktu ciała z liniami, a więc, żeby mieściła się w jednolitym czasie jako stała wartość wertykalna. W rezultacie za każdym razem pojawia się skokowo coraz większa zmiana w obrębie horyzontalności, długości i wielkości. Przymus stałej wertykalności jako równomierności produkuje też odmienne wartości trwania. Pierwsza jest relatywnie bardzo krótka, druga nieznacznie dłuższa, potem pojawia się już znacznie większe ciało, które wydaje się przygotowywać do pozycji leżącej, a wreszcie to, które  już leży, jakby leżało w trumnie, w długiej wieczności.

 

To właśnie ta praca (dopiero potem przyszły inne) przekonała mnie do podjęcia się próby przekładu wybranych prac artystki na formy muzyczne. Kiedy jednak dzisiaj myślę o tych samych grafikach Moniki Zawadzki, słyszę raczej ciszę, zagubione w pamięci dźwięki, strzępy rozmów słyszanych przez ścianę. Kiedy z kolei myślę o jej powieszonym psie z wystawy Bydło, słyszę szum wiatru gdzieś w jakimś przydrożnym lesie. Szum, który przechodzi z czerwonego w biały. Dochodzę jednocześnie do wniosku, że spojrzenie Moniki jest przede wszystkim spojrzeniem świadka. Dlatego słuch, który miałby podążać za tym spojrzeniem, musiałby być nade wszystko słuchem świadka.

 

Paweł Krzaczkowski (3), 2018

 

1. Projekt „4 for Beckett”, którego kuratorem był Paweł Krzaczkowski, to cykl dwóch koncertów (2014–2015), na które złożyły się premierowe wykonania kompozycji Wojciecha Blecharza, Dominika Karskiego, Sławomira Wojciechowskiego oraz Joanny Woźny, instrumentalne improwizacje na temat prac graficznych Moniki Zawadzki, a także (najprawdopodobniej) polska premiera utworu W dali ptak Tomasza Sikorskiego. Projekt realizowany był we współpracy z Fundacją 4.99 oraz przy wsparciu organizacyjnym TR Warszawa. Utwory: Wojciech Blecharz, no more stories na dwa flety i media elektroniczne, na podstawie Cascando Samuela Becketta; Dominik Karski, unsearchable na flet basowy, klawesyn i instrumenty perkusyjne, na podstawie The Unnamable Samuela Becketta; Tomasz Sikorski, W dali ptak, utwór na klawikord lub fortepian, nagrany klawikord lub fortepian i głos mówiący szeptem, do tekstu Samuela Becketta W dali ptak; Joanna Woźny, little falls ... apart na sopran, skrzypce, klarnet, fortepian oraz instrumenty perkusyjne, na podstawie sztuki Happy Days Samuela Becketta; Kolektyw 404, Pokój 404, utwór multimedialny inspirowany twórczością Samuela Becketta, koncepcja: Paweł Krzaczkowski, Sławomir Wojciechowski.

2. Zespół Kwartludium powstał w 2002 roku, współtworzą go Dagna Sadkowska (skrzypce), Michał Górczyński (klarnet, karnet basowy), Paweł Nowicki (instrumenty perkusyjne) oraz Piotr Nowicki (fortepian). Zespól od początku swojej działalności skupia się na wykonywaniu muzyki najnowszej, stworzonej specjalnie na ten unikalny skład instrumentalny. Istotne miejsce w działalności zespołu zajmuje również współczesna muzyka improwizowana. Kwartludium w swoim repertuarze posiada kompozycje graficzne i intuitywne najwybitniejszych przedstawicieli muzyki najnowszej jak: K. Stockhausen, C. Bergstroem-Nielsen, R. Haubenstock-Ramati, C. Cardew czy D. Detoni. Kwartludium w swoim dorobku artystycznym posiada kilkadziesiąt prawykonań polskich i światowych.

3. Kurator, librecista, eseista, poeta. Redaktor kilku publikacji architektonicznych, m.in. specjalnego architektonicznego numeru pisma „Recykling Idei” pt. Cena architektury oraz antologii sytuacjonistycznych tekstów o architekturze i mieście Przewodnik dla dryfujących (wraz z Mateuszem Kwaterko, Bęc Zmiana 2015). Jako kurator organizuje m.in. koncerty z muzyką nową i eksperymentalną – ostatnio cykl koncertów 4 for Beckett (TR Warszawa, 2014-15), Un-well Tuned Architecture of Dystopia (Teatr Studio, 2016), Suma 4.30. Koncert dla Leszka Knaflewskiego (CSW Zamek Ujazdowski, 2017), Tremendous Wall of Sounds (Akademia Sztuki w Szczecinie, 2017). Jako librecista współpracował m.in. ze Sławomirem Kupczakiem (Raport), Dominikiem Karskim (Osoby te od wieczności dzieli tylko półtorej minuty), Sławomirem Wojciechowskim (Aaron S, Pokój 404). Jako muzyk występuje w duecie z Kacprem Ziemianinem (Klangwerk 936). Prowadzi również solową aktywność koncertową pod pseudonimem Zajwert. Brał udział m.in. w takich festiwalach jak Warszawska Jesień, Musica Polonica Nova, Sacrum Profanum, AudioArt w Karkowie, Supernoise w Aarhus. Współpracował z szeregiem artystów, m.in. Normanem Leto, Robertem Curgenvenem, Lorenzo Bruscim. Pracował jako asystent w Pracowni Sztuki w Przestrzeni Publicznej i Muzyki Eksperymentalnej w Akademii Sztuki w Szczecinie. Przez szereg lat redaktor działu kultury pisma Recykling Idei. Autor książki poetyckiej Wstęgi Möbiusa (Biblioteka Rity Baum, 2017), będącej jego debiutem, oraz dziesiątków esejów z zakresu teorii architektury, teorii muzyki i sztuk wizualnych. Obecnie kończy prace nad swoim debiutanckim albumem muzycznym.