Mud / Błoto

 

 

Curated by Łukasz Gorczyca
November 10 – November 23 (30), 2012
Raster Gallery, Warsaw
www.rastergallery.com
In a frame of
Raster Editions project, No 7

Monika Zawadzki. “Gloves”, 2012. Photo by Michał Kaczyński

Elements of the exhibition

 

1. “Gloves”, 2012. Sculpture, two identical objects, 62 x 22 x 31 cm, size of one object 22 x 22 x 31 cm, clear Plexiglass.
2. “Stairs”, 2012. Ink print, 50 x 70 cm, cotton paper 500g, white frame.
3. “Wheelbarrows”, 2012. Ink print, 50 x 70 cm, cotton paper 500g, white frame.
4. “Heads to Choose”, 2012. Ink print, 50 x 70 cm, cotton paper 500g, white frame.
and “Interview with Monika Zawadzki by Łukasz Gorczyca”, November 2012 – June 2013

 

Elementy wystawy

 

1. „Rękawiczki”, 2012. Rzeźba, 2 identyczne obiekty, 62 x 22 x 31 cm, wielkość jednego obiektu 22 x 22 x 31 cm, bezbarwna pleksi.
2. „Schody”, 2012. Druk atramentowy, 50 x 70 cm, papier bawełniany 500g, oprawa biała.
3. „Taczki”, 2012. Druk atramentowy, 50 x 70 cm, papier bawełniany 500g, oprawa biała.
4. „Głowy do wyboru”, 2012. Druk atramentowy, 50 x 70 cm, papier bawełniany 500g, oprawa biała.
oraz „Rozmowa Łukasza Gorczycy z Moniką Zawadzki”, listopad 2012 – czerwiec 2013.

 

ŁG: Czym twoim zdaniem różni się grafika użytkowa od sztuki? Ponieważ wyszłaś z bardzo określonej warsztatowo dyscypliny, a z drugiej strony to, co robisz teraz również opiera się na dosyć rygorystycznych zasadach i formach, chciałbym żebyś powiedziała co w twoim rozumieniu stanowi podstawową różnicę między nowymi pracami, a tymi sprzed paru lat?
MZ: Zajmuję się równolegle projektowaniem graficznym o charakterze funkcjonalnym oraz sztuką, gdzie bazę stanowią formy graficzne. Płaskie elementy ewoluowały do form przestrzennych i wideo. Prace z ostatnich dziesięciu lat nie różnią się formalnie – stosuję w różnych konstelacjach ten sam zestaw elementów. Rygor nie jest właściwym określeniem, jest to rezygnacja z dostępnych możliwości.
ŁG: Czy projekty, które realizujesz teraz w galeriach traktujesz faktycznie jako rozwiniętą w przestrzeni i czasie grafikę? Czy ta kategoria gatunkowa ma dla ciebie jakąś szczególną wagę?
MZ: Tak, ale nie lubię określenia „grafika”, oznacza dla mnie stagnację. Są to koncepty, projekty, szkice, otwarte sytuacje z możliwością zmian lub ponownego wykorzystania w innym kontekście. Podział na gatunki jest dla mnie bez znaczenia. Rozszerzenie medium było oczywistą konsekwencją. Myślę płasko, jest to dla mnie najbardziej naturalne, ale ciężar oraz ruch cechuje inne natężenie. Forma obiektów jest wynikiem najprostszego przeniesienia rysunku do przestrzeni, odpowiada mi ta obcesowość.
ŁG: Sugerujesz, że te same, albo bardzo zbliżone formy mogą przenosić całkowicie różne komunikaty – mogą również uwalniać się od funkcji np. użytkowych. Czy możesz rozwinąć tę myśl? Jak rozumiesz ten mechanizm?
MZ: Używając tego samego języka możliwe jest przekazywanie treści pięknych bądź plugawych. Zachowuję higienę, nie wykorzystuję tego samego systemu elementów w projektach użytkowych i artystycznych. Realizacje użytkowe są odmienne, kolorowe i lekkie, od kilku lat projektuję sporadycznie. Dużo mówimy o formie, dla mnie jest to zagadnienie techniczne. Materialna postać nie jest celem, stanowi jedynie zapis procesu myślowego.
ŁG: To prawda, mówimy dużo o formie i jej różnych kategoriach, bo mam wrażenie, że myślenie formą jest w twoim wypadku bardzo istotne. Użyłaś ciekawego sformułowania – „myślę płasko” – czy nie jest tak, że to zarazem określa specyfikę twoich form i dopowiada ich przesłanie? Zapytam więc wprost: o czym myślisz płasko? O czym myślisz, myśląc płasko?
MZ: Nie wiem czy wielowymiarowość jest zaletą czy ułomnością. Możliwe, że wbrew marzeniom, to właśnie jednowymiarowość jest celem, dążenie do bycia np. tylko długością. Poruszam się na typowych dla człowieka poziomach, ogranicza mnie mój własny kształt, ta zależność prawdopodobnie jest zakodowana w formach. Możliwe, że każda zmiana wymiarowości, zarówno jej ograniczenie jak i rozszerzenie, jest bardziej wartościowa niż bezruch.
ŁG: Przemiana płaskiej formy graficznej w pełnoplastyczną rzeźbę to dla ciebie również taka właśnie intrygująca i nośna energetycznie zmiana?
MZ: Mimowolnie tak. Przenoszę ją w inny wymiar w konkretnym celu, a nie dla samej zmiany.
ŁG: W ramach programu Raster Editions prezentujemy twój projekt „Błoto”. Ten tytuł odbieram bardzo zmysłowo, szczególnie w kontekście głównego obiektu (1) – swego rodzaju rękawic z pleksi. Stworzyłaś schematyczną, przezroczystą strukturę odwołującą się do jednego z najbardziej atawistycznych odruchów ludzkiego ciała – zanurzania rąk w wodzie, ziemi, błocie. Czy możesz powiedzieć więcej na ten temat? Co jest w tej pracy bardziej interesujące dla ciebie – wyabstrahowanie ludzkiego odruchu, gestu, zamknięcie go w „muzealnej” gablocie, czy też interaktywny potencjał tej pracy? Czy zależy ci na tym aby ta praca była używana? Czy to rzeźba do oglądania czy do dotykania?
MZ: Masy mają różny status – znajdują się w swobodnym przepływie, kształtują się przypadkowo (np. błoto) lub są zablokowane, skomponowane, naznaczone funkcjonalnością (np. kiełbasa). Potencjał rzeźby jest realizowany w momencie jej używania. Zastosowanie obiektu prowadzi do wyłączenia wybranych partii ciała – dłoni – poprzez prosty zabieg zamknięcia ich w pudełkach oraz doprowadzenie do uczucia fragmentaryzacji organizmu. Koncentruję się na kwestii zachowania bądź utraty tożsamości w odciętej części. Podobnie interesuje mnie świadomość własna masy jako zbioru substancji w zmiennym kształcie i ilości.
ŁG: Zastanawiam się też nad kategorią ruchu w twoich pracach. Z jednej strony, w przypadku rzeźb i obiektów, wymuszasz ruch na osobie oglądającej te prace. Z drugiej strony motywy pojawiające się na grafikach to antropomorficzne sylwetki w pozycji zmiany, ruchu, przesunięcia. Czy biomechanika jest dla ciebie ważnym tematem? Skąd to obsesyjne skupienie na fetowaniu najprostszych gestów, podstawowej motoryki ciała?
MZ: Ruch koncentruje stany.
ŁG: Rozmawialiśmy kiedyś o Twoim pomyśle na człowieka, a dokładnie o przekonaniu, że ludzie są jednak bardziej do siebie podobni niż zróżnicowani – płciowo, rasowo, kulturowo. Jakiej płci są twoje figury, grafiki i antropomorficzne obiekty jak choćby „Rękawiczki”?
MZ: Są bezpłciowe, uniwersalne. Seksualność jako zagadnienie mnie nie interesuje.
ŁG: Sposób w jaki opisujesz swoje prace sugeruje, że człowiek jest dla ciebie dającym się łatwo racjonalizować zbiorem funkcji fizycznych lub psychofizycznych. Do czego zmierza to uproszczenie? Co chcesz przez to powiedzieć?
MZ: Ludzie powstają według tego samego schematu, większość zachowań jest powtarzalna, przewidywalna i nudna, jest to zaletą.
ŁG: Opiewasz prostotę i ergonomię gatunku ludzkiego?
MZ: Tylko opisuję. Człowiek jest nieskomplikowany, ale nie cechuje go prostota rozumiana jako skromność.
ŁG: Czy też przeciwnie, intryguje Cię to co wspólne dla ludzi i zwierząt? Wśród kreowanych przez ciebie figur jest wiele postaci hybrydalnych.
MZ: Ludzie też są zwierzętami. To nie są związki hybrydalne. Są to formy otwarte i zmienne, miazga – masa powstała na skutek rozcięcia i tymczasowego nałożenia różnego rodzaju materii.
ŁG: W ten sposób wracamy do początku, do formy.
MZ: Do odblokowania formy. Wszystko ma swoją formę, inną kwestią są zagadnienia formalne.
ŁG: Zapytam więc jeszcze o kolor, a właściwie jego brak, bo zdecydowana większość twoich prac – zwłaszcza obiektów czy murali – jest czarna. Ten rygor wynika z właściwości materii, o której mówisz czy też to decyzja kompozycyjna, podjęta w kontekście bieli dominującej w przestrzeniach wystawienniczych?
MZ: Czerń jest mięsista, „mięsna” i równocześnie neutralna. Nie kieruję się wystrojem wnętrz, stosuję najprostsze środki.
ŁG: Czy to też deklaracja o charakterze światopoglądowym? W życiu też działasz według zasady najprostszych środków i przewidywalności zachowań?
MZ: Tak, reaguję naturalnie, emocjonalnie i instynktownie.

 

Rozmowa Łukasza Gorczycy (2) z Moniką Zawadzki, listopad 2012 – czerwiec 2013

 

1. „Rękawiczki”, 2012. Rzeźba, 2 identyczne obiekty, 62 x 22 x 31 cm, wielkość jednego obiektu 22 x 22 x 31 cm, bezbarwna pleksi.
2. Ur. 1972, z wykształcenia historyk sztuki, współtwórca (wraz z Michałem Kaczyńskim) magazynu artystycznego „Raster”, a następnie galerii o tej samej nazwie.

 

 

Monika Zawadzki. Poster. 19. Ludwig van Beethoven Easter Festival, Warsaw, 2015. Courtesy of LvBEF

19. Ludwig van Beethoven Easter Festival / 19. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena
March 22
April 3, 2015
Warsaw
www.beethoven.org.pl

 

 

AH: Co się wydarzyło, że postanowiłaś rzeźbić?
MZ: Odbyło się to naturalnie, doceniłam przestrzenność.
AH: Czyli brakowało ci czegoś w grafice?
MZ: Nie, to tylko kolejne zainteresowanie, realizuję różne marzenia.
AH: Pracowałaś graficznie w DIK Fagazinie, w K MAGu? Wtedy nie miałaś czasu na rzeźbę, nie brakowało ci tego?
MZ: Mam potrzebę zmiany dopiero gdy wyczerpię temat. Pierwszą rzeźbę zrobiłam w 2010 roku. Nie wartościuję grafiki użytkowej i sztuki. To odrębne, równoprawne dziedziny.
AH: Co to znaczy wyczerpać temat?
MZ: Poczuć się bezpiecznie.
AH: W jakim sensie bezpiecznie?
MZ: Ciepło, wygodnie.
AH: Długo pracujesz nad jedną realizacją? Jak to u ciebie wygląda?
MZ: Praca to czas pomiędzy realizacjami, wygląda jak lenistwo.
AH: Grafika projektowa, praca w magazynie i rzeźba. One się uzupełniają czy sobie przeszkadzają?
MZ: Działają wzajemnie trójstronnie korzystnie.
AH: To jak jedna wpływa na drugą?
MZ: Swoboda projektowania sprawia, że rzeźba jest bardziej zbita.
AH: Zetknięcie z „lifestylem”, praca w prasie kolorowej prasie zmieniła. Z zewnątrz świat sztuki wydaje się dużo mniejszy, jego problemy zabawne.
MZ: Oddzielam sztukę od jej środowiska. Moi rodzice są sadownikami, wychowałam się z roślinami, umocowało mnie to w rzeczywistości.
AH: Czym jest rzeźbienie?
MZ: Jest aktem kompletnej, uzależniającej przyjemności. Sytuacja jest absurdalna – są to tygodnie z ciężkimi maszynami w toksycznym pyle, praca w totalnym napięciu i natężeniu, która gwałtownie się kończy.
AH: No właśnie, nie masz poczucia, że to wszystko po nic? Że można by w tym czasie robić coś innego? Albo coś co trafia do większej ilości ludzi?
MZ: Mam.
AH: I nie jest ci z tym źle? Myślisz czasem, że bycie artystą jest trochę po nic?
MZ: Wierzę w sztukę. Moje prywatne rezultaty nie warunkują jej sensu.
AH: Pomińmy na chwilę tematy rzeźb, skupmy się na formie, zwartej, ciemnej masie. To jest twoje spojrzenie na rzeczywistość? Przerażające i smutne.
MZ: Rzeczywistość ma wiele wymiarów. W działalności artystycznej koncentruję się na kwestiach ogólnych i ich spokojnym opracowaniu. Przyjmuję optykę radykalną, racjonalną. Doceniam potencjał żartu. Chyba projektujesz sobie moją psychikę (uśmiech). Mam wiele kolorowych, wesołych epizodów choćby edukacyjna seria „Filmoteka Szkolna”.
(...)
AH: Ja patrząc na twoje prace widzę raczej kino Bergmana, spokojne a wewnątrz kumulujące złą energię.
MZ: Nie lubię filmów Bergmana. Energia nie ulega przemianie, cierpienie wzbudza litość zamiast oczyszczać.
AH: Skąd taka forma rzeźb? Nie łatwo mi odnaleźć jakieś referencje, odwołania, czy artystów z których mogłabyś czerpać. A może inspiracje są poza rzeźbą?
MZ: Wykorzystuję moduły. Proces stopniowego upraszczania i dostosowywania formy zakończyłam w 2006 roku. Podobnie jest z treścią, jest ciągiem myślowym. Bodźce zewnętrzne kształtują mnie, ale raczej nie kieruję się impulsami. Miałam odwrotne doświadczenie. Brałam udział w projekcie TR Warszawa – w ramach koncertu współczesnej muzyki poważnej (1) moje prace użyto jako partytury. Przełożenie na dźwięk uświadomiło mi oddziaływanie form i rytmu. Zaskakująca była precyzja improwizacji, spodziewałam się większych rozbieżności w tłumaczeniu. Chcę wrócić do baletu, jako dziecko chciałam być tancerką.
AH: Czasem mam wrażenie, że twoje rzeźby wynurzają się z nudy i wkurzenia? Często się denerwujesz? Albo często się nudzisz?
MZ: Mam stabilną psychikę, chyba.
AH: Chyba? To co czujesz wymyślając rzeźby?
MZ: Określenie „wymyślanie” krótkotrwale mnie zdenerwowało (uśmiech).
AH: To jak nazywa się ten akt, twoim zdaniem, i czym jest?
MZ: Jest to projektowanie modelu na podstawie informacji. Rzeźba jest skondensowanym zapisem koncepcji. „Wymyślanie” jest jak „dzieci we mgle”.
AH: Jesteś lakoniczna? Wywiadów nie udzielasz, jeśli już to zdawkowo, rzeźbisz bardzo oszczędnie. Nie lubisz mówić, czy może wręcz przeciwnie cenisz sobie zwarty przekaz?
MZ: Nie chcę zaśmiecać przestrzeni publicznej. Tworzę sztukę aby promować konkretne idee, a nie siebie. To, jaka jestem, jest bez znaczenia, nie stoję na wystawie obok rzeźby. Staram się komunikować konkretnie i uniwersalnie.
AH: Masz dużą niechęć do kolekcjonowania twoich prac, uważasz, że nie powinny trafiać w prywatne ręce?
MZ: Wizja sztuki zamkniętej w mieszkaniach jest przerażająca. Uważam, że powinna znajdować się w publicznych i ogólnodostępnych kolekcjach.
AH: Dlaczego sztuka zamknięta w mieszkaniach jest zła? Myślisz, że w kolekcji twoja praca straciłaby swój potencjał?
MZ: W mieszkaniach są meble.

 

Beethoven Magazine, Rozmowa Alka Hudzika (2) z Moniką Zawadzki, 2015
 

1. 4 for Beckett, Kwartludium oraz Barbara K. Majewska, kurator P. Krzaczkowski, TR Warszawa, 30.11.2014